Sezon depresji się rozpoczyna (znowu...)

Czas czytania
1 minute
Przeczytałeś już

Sezon depresji się rozpoczyna (znowu...)

Wiele osób zaczyna się skarżyć, że dopadają je depresje, że ciężej wstać rano z łóżka, że nastrój gorszy, bo ciemniej za oknem….
 
Jest dla nich (i dla nas wszystkich) dobra wiadomość – to nie jest żadna depresja. To zwykły, normalny, tzw. fizjologiczny stan organizmu. Jak każda trudność, tak i jesień, stanowiąc zmianę (i wyzwanie) dla organizmów, powoduje odpływ energii, poczucie smutku, utraty witalności. Ale w zdecydowanej większości przypadków pogorszenie nastroju minie samo najpóźniej w ciągu kilku-kilkunastu tygodni. Czy można sobie jakoś w tym pomóc? Oczywiście tak. Główne metody są dwie, poniekąd przeciwstawne, i możliwe do stosowania przemiennego. Po pierwsze - zająć się czymś i zapomnieć o złym nastroju. Zostawiony sam sobie rozpłynie się niezauważalnie. Wystarczy po prostu „nie grzebać w dole”, lecz zostawić go swojemu losowi. Jeśli ten sposób przestaje działać, warto zastosować metodę drugą – doenergetyzować się w sposób naturalny. Zjeść/wypić coś słodkiego, pospacerować w słoneczną pogodę, wyspać się itp.

A co, jeśli żadna z w/w metod nie działa? Jeśli mamy na przykład skłonność do „grzebania w dole” lub „dół” okazuje się większy/głębszy niż normalnie? W takim wypadku rzeczywiście możemy popaść w depresję, w prawdziwą, kliniczną depresję, którą należałoby leczyć, może nawet u psychiatry. Zdarza się to na szczęście jednak nie tak często. Pod warunkiem, że umiemy zachowywać tzw. higienę psychiczną i/lub mamy sprawne mechanizmy obronne. To drugie mamy uwarunkowane przede wszystkim przez geny i wczesnodziecięcy trening, ale tego pierwszego możemy się nauczyć w każdym wieku.